Link:: 26.10.2011 :: 17:28 Przyglądam się ludziom. Moim przyjaciołom, znajomym bliższym i dalszym, moim kochankom, moim przyjaciółkom i koleżankom... tym co mam z nimi kontakt i tym co ten kontakt już nie działa jak kiedyś...
Wszystkim się układa, jednym lepiej, innym trochę gorzej. Moi kochankowie mają żony, dzieci, narzeczone... ahh te ciarki na myśl o nocach spędzonych z nimi... i te tysiące przegadanych godzin...
Ci którzy płakali w mój prywatny rękaw cieszą się bo życie wreszcie się uśmiechnęło do nich... znaleźli pracę, dziewczynę, nowych przyjaciół, pasję życiową albo inne szczęście jakiego szukali. Jeden z moich prawdziwych przyjaciół umarł i mam nadzieję, że jest mu tam lepiej. Życie płynie.
Każdy z nich za moją radą oderwał się od codziennych przykrości i ruszył w świat by odnaleźć siebie. Czasem jeszcze zadzwoni, napisze, doda do znajomych na fb, spotka się ze mną... by podzielić się swoją radością. Miłe to. Lubię gdy ludziom układa się w życiu. Lubię gdy ci którzy nie mieli sensu życia, znaleźli go.
A teraz siedzę, sama... i myślę... potrzebny mi taki anioł, który mi pomoże. A może... a może Ci wszyscy którzy teraz są szczęśliwi są moimi aniołami? Tak, patrząc na nich widzę że ja też tak mogę. I znajdę swoje szczęście...chociaż tak bardzo już w to nie wierzę...